• 21 maja 2022

Tłumaczenie jest uznawane za jedną z form opracowania na gruncie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 roku. Jest ono traktowane jak każdy inny utwór, w którym można rozpoznać starszy utwór (określany w przepisach prawa autorskiego jako utwór oryginalny),. Tłumaczenie jest traktowane jako odrębny utwór. Prawo to przysługuje tłumaczowi. Prawo do tłumaczenia musi być wykonywane zgodnie z prawami oryginału. Oznacza to, że tłumaczenie nie może być wykonane i rozpowszechniane bez zgody właściciela.

Mimo zawiłego i sztywnego języka tej dziedziny, powyższa interpretacja prawa dokonana przez prof. Jana Bleszyńskiego nie pozostawia wątpliwości, co oznacza tłumaczenie w świetle prawa autorskiego. Ta iluzja nie jest prawdziwa. Często to sąd decyduje o tym, czy tłumaczenie jest odrębnym utworem. Powyższe prawo ma zastosowanie. Słynna sprawa dotyczyła roszczeń tłumacza, który posłużył się tłumaczeniem niezgodnym z podpisaną wcześniej umową.

Wydawnictwo Atena podpisało umowę na przetłumaczenie na język polski X części Encyklopedii Muzyki Popularnej.

To był Jazz. Chodziło o biografie popularnych artystów. Umowa przewidywała, że tłumacz zrzeka się wszelkich praw i staje się jedynym właścicielem tłumaczenia. Tłumacz wykonał pracę w terminie, uwzględnił uwagi techniczne, zapłacił należność, a kopię na jednej dyskietce zatrzymał dla siebie. Okazało się, że wydawnictwo postanowiło nie wydawać książki w wersji znanej tłumaczowi i że zostanie ona wydana jako oryginalny utwór pana Y. Tłumacz nie został o tym poinformowany. Tłumacz nie został wcześniej poinformowany o tej informacji.

W 1999 r. ukazała się książka pana Y zawierająca biografie artystów. Autor podziękował panu X i jego tłumaczom za pomoc w tworzeniu encyklopedii. Tłumacz jednak nie zamierzał być wdzięczny i został pozwany o naruszenie praw autorskich. Twierdził, że nie udzielił żadnej pomocy panu Y, a niektóre fragmenty tekstu przepisał słowo w słowo ze swojego tłumaczenia. Na to miał dowód w postaci kopii na dyskietce. Zażądał wycofania książki z rynku i wstrzymania wszelkich prób jej wydania w przyszłości. Zażądał również, aby zarówno wydawca (który przyznał się do plagiatu), jak i autor (który również twierdził, że przepisał część tekstu ze swojego tłumaczenia) przeprosili na łamach prasy. Sąd pierwszej instancji przychylił się do żądań tłumacza, przyznając mu odszkodowanie pieniężne, a sąd drugiej instancji podtrzymał to orzeczenie.

Pozwane wydawnictwo nie zamierzało się poddać

. Odwołało się do Sądu Najwyższego, twierdząc, że sporne tłumaczenie nie może być już uznane za utwór prawnie chroniony, a umowa z tłumaczami nie precyzowała, w jakiej formie autorstwo przekładu ma być wymienione w encyklopedii. Sprawa została przekazana do ponownego rozpatrzenia po uwzględnieniu uwag pozwanego wydawnictwa. Sędziowie uznali, że najważniejszą kwestią jest ustalenie, czy w danych okolicznościach tłumaczenie można uznać za odrębny utwór. Musieli też zdecydować, kto jest autorem i jak należy oznaczyć autorstwo. Sąd Najwyższy twierdzi, że prawa autorskie powinny być chronione. Nie oznacza to jednak, że autor lub tłumacz jest automatycznie autorem, o którym mowa.

Choć nie znam wyniku batalii wydawcy z tłumaczem, to przytoczone powyżej fakty wystarczą, by pokazać, jak skomplikowana i trudna jest to sprawa. Okazuje się, że prawo stanowione nie jest tak jasne i proste, jak chcieli jego twórcy. Tłumacze będą dochodzić swoich praw w sądach i uzyskiwać diametralnie różne opinie.

Top